Jestem za poszukaniem skarbu w Szymbarku – powiedziałem

Kto jest za a kto przeciw? – spytała się Ania – Dobra, policzmy, 1,2,3,4 do 2. Przegłosowane. Jedziemy do Szymbarka. Musimy jeszcze tylko porozmawiać z rodzicami na temat tego aby nas tam zawieźli.

Myślę, że się zgodzą – powiedział Kamil

Też tak myślę, ale trzeba poprosić, bo sami tam nie dojedziemy – powiedziała Ania

No racja – odrzekł Kamil

Dzieci, idziemy wszyscy na obiad – powiedziała ciocia

To podczas obiadu będzie okazja by pogadać – powiedział Kamil

Dobry pomysł – opowiedziała cała nasza szóstka

W trakcie obiadu wyjaśniliśmy rodzicom nasz plan a oni zgodzili się i tym razem nam pomóc. Na stole było wiele smakowitych potraw. W tym między innymi ryby. Pierwszy raz jadłem tak dobrego pstrąga. Podobno wujek ma jakiś sekretny przepis na to aby ryby były po prostu pyszne.

XII – Szymbark i wielka deska

Po obiedzie wszyscy razem udaliśmy się do miejscowości Szymbark. Wskazówka „z desek dom budujemy, czasem na głowie stajemy” była prosta. Musiało chodzić o Szymbark. Na miejsce jechaliśmy krętymi drogami wśród leśnej zieleni. Niekiedy wyłaniały się widoki na złociste pola uprawne. Krajobraz ten był bardzo malowniczy. W końcu dotarliśmy na miejsce i wszyscy wysiedliśmy z samochodu. W Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku znajduje się duża liczba obiektów i eksponatów, w tym wielki fortepian, dom Sybiraka, parowóz z czasów sowieckich, największa deska oraz dom, który stoi na głowie. Całkiem fajne miejsce. Przewodniczka opowiadała o losach Polaków, którzy zostali zesłani na Sybir. Podobno drewniany dom Sybiraka przetransportowano aż z Irkucka. Oczywiście najpierw go rozebrali, tu przywieźli materiały i złożono go ponownie. Gdy byliśmy w jednej z chat zobaczyliśmy deskę, którą szukaliśmy. Staraliśmy się zerknąć na dechę od drugiej strony by zobaczyć, czy przypadkiem czegoś tam nie ma. No i okazało się, że jest. Sięgnąłem ręką tak głęboko jak się dało i czubkami palców złapałem kartkę przyczepioną na jednej z drzazg. Miałem nadzieję, że to już ostatni fragment całej tej układanki. Oddaliliśmy się na chwilę od wycieczki i rozwinęliśmy świstek papieru, gdzie było przedstawione miejsce ukrycia skarbu niedaleko wieży Wieżyca. Potem nasz tata schował mapkę i poszliśmy zwiedzać dalej. Widok parowozu z czasów sowieckich zrobił na mnie spore wrażenie. Podobnie ciekawą atrakcją był widok na gigantyczny fortepian. W domku, który został wybudowany jakby do góry nogami przez chwilę kręciło mi się w głowie. Błędnik musiał się przystosować do nowych warunków, ale później już było fajnie. Kupiliśmy sobie także chleb pieczony na liściu.

 Następnie rozwinęliśmy mapę z której by wynikało, że 8 sosen od wieży, kierując się na północ, znajduje się miejsce ukrycia skarbu. Pojechaliśmy w tamto leśne miejsce. Najpierw wspinaliśmy się na drewnianą wieżę, która jest ciekawym punktem widokowym.  Ze szczytu wieży widać było całą okolicę. Widok na las i okoliczne wsie był cudowny. Następnie zaczęliśmy poszukiwania skarbu. Idąc szybkim krokiem a niekiedy nawet podskakując, liczyliśmy drzewa. W końcu dotarliśmy we właściwy punkt i zaczęliśmy kopać. Po pewnym czasie trafiliśmy łopatą na skrzynię. Całe szczęście, że mieliśmy w bagażniku cały zestaw podróżnika. Dodatkowo mój tata zawsze nosi w bagażniku saperkę. Trochę się zmęczyliśmy, ale po otarciu potu z czoła, wspólnymi siłami wyciągnęliśmy znalezisko z ziemi. Wykopaliśmy skrzynię i drżącymi rękoma otworzyliśmy wieko. Naszym oczom ukazała się skrzynia pełna słodkości.

Wszyscy się ucieszyliśmy, ale cała ta sytuacja wydawała nam się coraz bardziej podejrzana. Cztery momenty i dwie chwilę później dorośli rozwiali nasze wątpliwości i opowiedzieli nam całą historię. Zobaczyli, że się nudzimy, więc postanowili wymyślić jakąś fajną zabawę aby nas w nią wciągnąć. Wujek z ciocią celowo udawali, że rozmawiają o wielkim skarbie, dzień wcześniej samemu podrzucając kasetkę ze wskazówkami na strych. Nasi rodzice mieli kawałki mapy, które po kryjomu wsadzali w różne miejsca gdy my nie patrzyliśmy, aby później łatwiej było je znaleźć. W ten sposób postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym czyli zabawę i edukację. Faktycznie dzięki temu zwiedziliśmy trochę miejsc na Pomorzu przy okazji świetnie się przy tym bawiąc. Chcieliśmy sprawdzić także drugą mapę znalezioną przez Kamila, ale gdzieś ją zapodział, więc darowaliśmy sobie ten temat. Na koniec dnia wcinaliśmy słodycze przy ognisku. Śpiewaliśmy różne piosenki oraz postanowiliśmy nadać nazwę naszej drużynie poszukiwaczy skarbów. Stwierdziliśmy, że nadamy sobie tytuł „Odkrywcy Pomorza”.

Od Autora słów kilka:

Tu kończy się opowieść odkrywców pomorza. Mam nadzieję, że historyjka się podobała.

Scroll to Top